strona gowna kontakt o sobieo sobiestatutstatutprojektyprojektyjak pomócjak pomócdziękujemydziękujemygaleria poezjigaleria poezjikontakt  
 
  Fundacja Grzegorza z Sanoka w bazie ngo.pl
 
 
Wybierz kategorię
menu_belka
 
Strona główna
belka_kropki
Aktualności
belka_kropki
Ogłoszenia
belka_kropki
Galerie
belka_kropki
Ze świata medycyny
belka_kropki
PFRON wnioski na dofinansowania
belka_kropki
Ćwiczenia - rehabilitacja
belka_kropki
 
 
przyjazne studia

Galeria Poezji Małgorzaty Zakrzewskiej


a może nie?

to był tylko taki sen

chciałeś mnie ukrzyżować
na płótnie

rozciągnąć przybić
usta zatkać pocałunkiem

kiedy powoli zasycham
na powieki kładziesz werniks

sprawdzasz czy farba na udach
nie będzie się kruszyć

gdy z ramion
wyrosną mi skrzydła




Autoportret

zasycham na płótnie zapachem twojego wzroku
jeszcze raz namalowany portret zaczynał się od zegara

wskazówki czyniąc nieuniknione przesuwają dłoń dokąd zmierza
puszczają nogi w pogoń za wiatrem w kapeluszu

gdy franciszka idzie na targ po dojrzałe pomidory
na lewym ramieniu krzyża anioł pański podwija skrzydła

czy wszystko co przewidziane wypadnie inaczej albo trochę inaczej

z rachunku jaki robię wychodzi że jestem szczęśliwa
teraz tylko światłem i cieniem trzeba to pokazać




Bliskość

ostrożność kroków budzi podziw
nie tylko piachu pod butami

kiedy idziesz obok

wzrok jak mgła opada na moje włosy
powoli podnosi z ziemi cienie

osiada na zmarszczkach wokół ust

geometria bliskości
mierzy proporcje oddalenia

eksterytorialną chwilą ciszy




Ciekawość

niełatwo chodzić po chmurach
omijać kałuże błękitu

ale mówisz że
łatwo rzeźbić palcami kształt światła

niełatwo dogadać się z samotnością deszczu
gdy każda burza zbyt krótka

ale mówisz że
łatwo jej krople dodać do akwareli

niełatwo zamieniać Twój wzrok
na szybie na ścianie na schodach do ogrodu
w spokojną taflę kamienia

a jednak
łatwo budzić szept ciszy na ustach

moja ciekawość
nawet językiem dotyka takich chwil

czasami wydają się być zbyt krótkie
by nazwać je wiecznością




Elwirze

słoneczniki

jak cyrkle w szkole rysują
żółte koła na niebie

bawisz się nimi szczęśliwa

pewno znalazłaś drogę do ulicy chirico
zamieniając jej melancholię na wieczność

na dźwięk odbijanej piłki odwracam głowę

echo letniego dnia toczy się do mnie
Twoim spojrzeniem




Niebyt

spada we mnie wirująca przestrzeń
wąwóz motyli sześć słońc dawno zgasłych

świat tajemnic zbyt długich podróży

żywej duszy wokół
ja też nie wiem gdzie odeszłam
Dzieciństwo

ogień bez powietrza nie istnieje
dzieciństwo bez kałuży

od zieleni do żółci słonecznika
od żółci do czerwieni jarzębiny

od snu do jawy od marzeń
do spełnienia był krok

stawiany jak w tańcu

klejnoty z żywicy o smaku słońca
upał wylegujący się pod huśtawką

deszcz co pachniał najpiękniej po burzy
a topole przy domu uskrzydlały przestrzeń

proroctwa spisane na kolorowych liściach
spadały szeleściły zwyczajne cuda

małe było wielkim
wielkie też Wielkim

istniało też Słowo
niezwykłe nieśmiertelne

jak Czas




kiedy Byłaś mała

kiedy byłam mała
śnieg smakował letnim deszczem

kiedy rosłam
konsekwentnie zamieniał się w lęk

dzisiaj kiedy siadam by o tym pisać
ścieka na buty atramentem

nie ma smaku




Wielki Tydzień małych słów

spowiadam się bogu
i wam brzozy bielsze od innych

z niehamowanej miłości do życia
rozpaczy o świcie nadziei o zmroku
pomyłek mądrości i mądrej głupoty

spowiadam się tobie bliska i daleka

z tęsknoty kroków nad rzekę do lasu
spotkań gdy ciągle uczysz wracać
by za chwilę znów odejść

spowiadam się sobie

z pociętych dróg z bycia byle jakim i jedynym bytem którym jestem
spowiadam się
z wielkiej ciszy chaosu istnienia
moich grzechów które nazywam szczęściem




Urwisko

kiedy się budzę chcę się z tobą kochać
ale brzeg łóżka to prawdziwe urwisko
do kawy przez mostek chwiejny bo chwiejny
ale jedyny – drugiego nie ma

źle się wczoraj sprawowałam w marzeniach
chmury jak nigdy i deszcz wielkimi kroplami
w wodzie odbite wyjście z sytuacji kiedy go brak
słyszę za sobą słowa że to nic innego jak ucieczka

kiedy się budzę chcę się kochać z tobą
nawet w nierozległym polu w oka mgnieniu
skłonna jestem do ulegania emocjom by
cię widzieć w labiryncie moich snów

tak zwyczajnie jak na dłoni




mogę cię dotknąć?

szukam cię kasztanowo
na krawędzi cienia
po drugiej stronie chłodu

mogę cię dotknąć

smakujesz jarzębinowo
cierpko jak lekarstwo
na wrzesień

porankiem
mgła opada powoli w sen
bez pytania




List Małgorzaty K.

właściwie taka chwila to już wiersz
nie wiem tylko - atrament czarny czy niebieski

frazy które piszesz teraźniejsze czy przeszłe
co w nich szeleści co płynie słowami w niezmienność

o kim tam mowa - może o Ali co nie ma kota
ale w zasięgu spojrzenia ma jezioro

i niebo tylko pozornie bezchmurne na czole

może pod twoją ręką zjawia się coś ważnego
gdy z błahego powodu naklejasz na kopertę deszcz


<< powrót do strony głównej
przekaż 1% podatku
fundacja, dystrofia, sanok
 
Galeria Poezji
 
..: Fundacja Grzegorza z Sanoka © 2005 - 2010 :.. ..: Powered by camillosss :..