|
Galeria Poezji Stefan Pawelczyk
Spowiedź pijanego bÅ‚azna (pod nieobecnoÅ›Ä? ksiÄ?żnej wobec jednej muchy i kilku gwiazd)
Kto bÅ‚aznem zasypia ten bÅ‚aznem siÄ? budzi a wspak to czytajÄ?c kto z bÅ‚aznem zasypia ten z bÅ‚aznem siÄ? budzi ta myÅ›l mi wpadÅ‚a do gÅ‚owy pomiÄ?dzy drugÄ? butelkÄ? a czwartÄ? nad ranem a wiÄ?c pomiÄ?dzy sopranem a dnem Dwór wtedy Å›pi. Czapka na koÅ‚ku a koÅ‚ek w sercu po zÄ?by tkwi. MyÅ›l nie odkrywcza. Na miarÄ? bÅ‚azna, dworu i chwili.
Dworski pejzaż malowany na pajÄ?czynie
WiÄ?c zgubiÅ‚aÅ› ksiÄ?żno, zgubiÅ‚aÅ› bucik biaÅ‚y, pajÄ?czynÄ? oczywiÅ›cie sznurowany wyÅ›wiecony rÄ?bkiem spódnicy wyÅ›cieÅ‚any taÅ„cem na wysokiej dumie bucik peÅ‚en rozpusty
ileż to razy można zgubiÄ? zÅ‚otÄ? monetÄ?, no, może srebrnÄ? jeÅ›li wÅ‚aÅ›ciwie siÄ? jej nie ma albo siÄ? ma jÄ? w życiu jednÄ?
najbardziej ci ksiÄ?żno żal tej dumy, bo teraz u cudzych jaÅ›nieje a ty, ksiÄ?żno na balu zamkowym nie bÄ?dziesz odpowiednio odÅ›wiÄ?tna
Ileż to razy trafiÅ‚ siÄ? komuÅ› lis na Å›cieżce? Zazwyczaj lata można przejÅ›Ä? caÅ‚e i nawet po wódce nigdy nie spotkaÄ? takiego cudaka
WiÄ?c ksiÄ?żno zgubiÅ‚aÅ› bucik a ktoÅ› siÄ? z niego cieszy i pije
Spójrz ksiÄ?żno, twój rycerz w peÅ‚nej zbroi siedzi na pÅ‚ocie , wÅ‚osy szarpie, ostrogami bodzie i krzyczy,
a ty zadumana, ksiÄ?żno, siÄ?dziesz u okna i wspominasz przeszÅ‚oÅ›Ä?. A jest co wspominaÄ? bo im dalej wspominaÄ? tym mniej siÄ? pamiÄ?ta i wszystko biaÅ‚e lub czarne
Tego pazia biaÅ‚ego, pamiÄ?tam Tego pazia czarnego, pamiÄ?tam który byÅ‚ od poziomek, nie pamiÄ?tam a który byÅ‚ od zdejmowania sukni, nie pamiÄ?tam Ach, spaÄ? siÄ? chce od tego nie pamiÄ?tania
KsiÄ?żno zgubiÅ‚aÅ› bucik!
Ileż to razy można palnÄ?Ä? gÅ‚upstwo, jeÅ›li wiesz dobrze, że nikt ciÄ? nie sÅ‚ucha.
Można ksiÄ?żno i dwadzieÅ›cia lat razy tak powinny odszeptaÄ? Å›ciany ale one sÄ? zajÄ?te czymÅ› innym w zapamiÄ?taniu trzymajÄ? halabardy, obrazy i pajÄ?czyny i majÄ? oczy tak przeźroczyste, wybite bÅ‚onami w których przeÅ›witujÄ? i chmury i sÅ‚oÅ„ce umierajÄ?ce ksiÄ?życem i tak, wÅ‚aÅ›nie tak
Pejzaż.
Powinien to byÄ? pejzaż, ksiÄ?żno, malowany przez poetÄ?, hm, dworskiego, tego utopionego w studni, przez pomyÅ‚kÄ?, oczywiÅ›cie, który zakradaÅ‚ siÄ? do kota, Å›piÄ?cego na parapecie, a straż myÅ›laÅ‚a, że do Ciebie (parapet byÅ‚ ciÄ?ty z marmuru) WracajÄ?c do pejzażu, malowanego przez poetÄ? hm, dworskiego, co za maniery, mankiety wykÅ‚adane pÅ‚atkami bzu który może by i namalowaÅ‚, ale nie zdÄ?żyÅ‚, wiÄ?c użyÅ‚ Zieleni na niebo bÅ‚Ä?kitu na sÅ‚oÅ„ce ochry na drzewa i tu siÄ? pejzaż koÅ„czy.
Nie przeceniaj wyobraźni poety, hm, dworskiego ksiÄ?żno
A ten wyjec na pÅ‚ocie krzyczy i krzyczy zbroja z niego spada brÄ?zowym strumykiem Wszystko przez bucik ksiÄ?żno, gdzie znajdziesz drugiego takiego szaleÅ„ca: w peÅ‚nej zbroi i na pÅ‚ot, no, no
Teraz zdejmij drugi bucik wrzuÄ? do fosy i przemknij na swojÄ? wieżÄ?, dotarÅ‚a tu winoroÅ›l, uważaj, uważaj ksiÄ?żno, bo wÅ‚osy zaplÄ?czesz w krzew i staniesz i rÄ?ce też zaplÄ?czesz i nogi i bÄ?dziesz tak staÅ‚a aż do aż do nocy,
poczujesz w sercu chłód i strach gwiazdy też nie bÄ?dÄ? tak piÄ?kne, jak mówiÅ‚ poeta, hm, dworski ten, którego straż utopiÅ‚a, bo ci siÄ? znudziÅ‚ patrzyÅ‚aÅ› na to wsparta czule rÄ?koma o parapet (parapet ciÄ?ty byÅ‚ z dÄ?bu)
WiÄ?c tÄ? noc wysypaÅ‚y gwiazdy otuliÅ‚a ciÄ?, najpiÄ?kniejszÄ?, najÅ‚atwiejsze skojarzenie to w caÅ‚un, prawda, ksiÄ?żno, dlatego myÅ›laÅ‚aÅ› noc jest taka zimna i ciemna - ale z perspektywy winoroÅ›li i tych zaplÄ?tanych rÄ?k i wÅ‚osów gdyby udaÅ‚o ci siÄ? wyplÄ?taÄ? jednÄ? rÄ?kÄ?, pomogÄ? ci drugÄ?, to możesz tÄ? noc dotknÄ?Ä?. Czujesz aksamit taki jak na mankietach poety, hm, dworskiego, czujesz ciepÅ‚o, takie samo, jak poÅ‚ożysz rÄ?kÄ? na, hm, piersi I nic wiÄ?cej nie czujesz, I nic wiÄ?cej nie czujesz, i nic wiÄ?cej nie widzisz
A szkoda, ksiÄ?żno, szkoda bo rycerz rozsypaÅ‚ siÄ? pod pÅ‚otem i leży tam kupka rdzy przesiewana przez wiatr, a poeta, hm, dworski ma na piersi nadÄ?tÄ? żabÄ? i ten pejzaż jest naprawdÄ? zielono–bÅ‚Ä?kitno-ochrowy a może w innej kolejnoÅ›ci bÅ‚Ä?kitno-ochrowo-zielony ksiÄ?żno Ileż to razy spadÅ‚ bucik z niepilnujÄ?cej go nogi Ileż to razy żal byÅ‚o dumy, rozpusty i ciebie ksiÄ?żno rozpiÄ?tej na winoroÅ›li i nucÄ?cej razem ze mnÄ? pieśń, hm, dworskÄ?:
ileż to razy można zgubiÄ? zÅ‚otÄ? ciżemkÄ? no, może srebrnÄ?, kiedy wÅ‚aÅ›ciwie siÄ? jej nie ma albo siÄ? ma jÄ? w życiu jednÄ?
i jeszcze raz, i jeszcze raz odpowiada każdy sen zaplÄ?tany razem z tobÄ?, ksiÄ?żno, w tÄ? noc, winoroÅ›l i pejzaż posypany pyÅ‚em zbroi, w krainie, gdzie stroiciele dnia tak napiÄ?li strunÄ? ciszy, że pÄ?kÅ‚a z jÄ?kiem i dopiero ten jÄ?k - a może jednak byÅ‚ to krzyk odbijajÄ?cy siÄ? wewnÄ?trz zbroi, której już nie ma- i dopiero ten jÄ?k a może wiatr zmiótÅ‚ liÅ›cie z drzew i jednoczeÅ›nie rzuciÅ‚ na wszystkie Å›cieżki, co jest to tym bardziej prawdopodobne, im bardziej nie byÅ‚o wiatru
i wÅ‚aÅ›nie otworzyÅ‚aÅ›, ksiÄ?żno, kluczem z korzenia wrzosu dostaÅ‚aÅ› go w pierwsze urodziny, skrzyniÄ? napeÅ‚nianÄ? każdÄ? twojÄ? godzinÄ? i siedzisz teraz i usiÅ‚ujesz zrozumieÄ? istotÄ? i sens ukrytego w niej krysztaÅ‚u, piÄ?cioÅ›ciennego, jak piÄ?cioÅ›cienne byÅ‚y sÅ‚owa poety, hm, dworskiego, tego, który pijany wpadÅ‚ do fosy, po tym, jak kazaÅ‚aÅ› straży odebraÄ? mu wÄ?gielek, którym codziennie przed Å›niadaniem pisaÅ‚ na murach i parapetach, obijanych cynÄ?: ksiÄ?żno, ach, och, jak ja ciÄ? kocham i tu wykrzyknik
tak, tak wiÄ?c szukasz
prawdy Å›cian krysztaÅ‚u, rozżalona utratÄ? bucika i zmÄ?czona winoroÅ›lÄ? i Å›piÄ?ca w jednej Å›cianie jest wczoraj, w drugiej jest jutro, to już sÄ? dwie w trzeciej powinna byÄ? tÄ?cza a w czwartej rosa, już mi siÄ? krÄ?ci szepczesz ksiÄ?żno, taka jestem zmÄ?czona i Å›piÄ?ca, pomyÅ›lÄ? nad tÄ? piÄ?tÄ? jutro, ale przecież jutro to druga Å›ciana, wiÄ?c plÄ?cze mi siÄ? wszystko i zagniewana chowasz krysztaÅ‚ zamkniÄ?ty w liÅ›Ä? Å‚opianu do skrzyni i szepczesz, że jeszcze nie pora na tajemnice
Å›pij ksiÄ?żno, Å›pij, ułóż kota na kolanach sukni i mrucz kocie mrucz, Å›pij ksiÄ?żno, Å›pij,
Ileż to razy można zgubiÄ? zÅ‚otÄ? Å‚zÄ?, no może srebrnÄ? jeÅ›li wÅ‚aÅ›ciwie siÄ? jej nie ma albo siÄ? ma jÄ? w życiu jednÄ?
mrucz kocie, mrucz Å›pij ksiÄ?żno, Å›nij. |
<< powrót do strony gÅ‚ównej |
|